xfire: ldeska Helped: 30 times Age: 34 Joined: 29 Mar 2006 Posts: 19084 Location: Warszawa
Posted: 2008-02-16, 20:01 Kronika Dyplo3
Przez bezmiary kosmosu pędzi żółw A’Tuin. Jego wielkie oczy wpatrzone są w Cel. Jego skorupa poorana jest śladami meteorytów.. Jego wielkie łapy poruszają się korygując Lot. Na jego grzbiecie stoją cztery słonie, które to podźwigują wielki... PĄCZEK.
xfire: bombel79 Helped: 11 times Age: 30 Joined: 12 Apr 2006 Posts: 7296 Location: Warszawa
Posted: 2008-02-16, 20:24
Kronika Krolestwa Egiptu
Rozdzial I: Przebudzenie
O Boziu, ale impreza byla. Normalnie nie pamietam podobnej imprezy. Generalnie to malo pamietam. Musze Wojtka przekonac, ze na zawody w piciu 0,7 jestesmy juz za starzy. Kiedys na studiach... ech... inne czasy...
No dobra, zrobmy cos konstruktywnego. Hm, najpierw lewe czy prawe? Prawe mam chyba silniejsze, w koncu jestem praworeczny. Ok, probuje otworzyc prawe oko.
Po pieciu minutach pierwsze zwyciestwo: prawe oko otworzone, choc zaklocenia w wizji straszne. Pewnie mnie ktos zaglusza, tak jak te pielegniarki. To wszystko wina Platformy.
Obraz powoli przestaje sie rozmywac, choc coraz bardziej zaczyna na****, bolec mnie glowa.
Hm, jestem ciekawy gdzie jestem. Ostatnio po podobnej imprezie wyladowalem na Jelonkach. Kurcze, ale zdemolowali to mieszkanie, sciany jakies szarawe i nawet elektryke pozrywali, bo na stole swieczka sie pali. Nic to, czas sie zerwac z lozka.
Po 30 minutach energicznych zmagan udalo mi sie podniesc z kolan i jako tako stanac na nogach. Cholewa, co ja, w jakims namiocie jestem? Oj, zdecydowanie za duzo pije.
W ogole cos goraco, niby zima lekka, ale czuc normalny gorac od wejscia... i piasek... hm...
Odsunalem plachte "namiotu" i sie okazalo, ze... Ej, co jest?! Normalnie wydmy jak w Juracie! Ja piernicze. Ludzie nie dosc ze dziwnie ubrani, to jeszcze ciemni jak Omenaa Mensah. Trzeba sie skncentrowac i zrobic co w tej chwili jest najwazniejsze. Ide sie wysikac. W takim upale sciana "namiotu" szybko wyschnie, nie bedzie nawet sladu.
AAAAAAAAA!!!!!! SIUSIAK!!!! SIUSIAK!!!! NIE MAM SIUSIAKA!!!!!!
_________________ Dobry plan konsekwentnie wykonany dzisiaj, jest lepszy, niż idealny plan wykonany jutro.
Nieszkolona odwaga jest bezużyteczna wobec tresowanych kul.
Słońce prażyło niemiłosiernie, brak jakiegokolwiek podmuchy , a w powietrzu tylko zawiesina z pyłu. Wszystkie istoty pochowały się gdzie tylko mogły aby przetrwać ten długi morderczy dzień.
Wszystkie poza jedną. Z oddali wyglądał jak średniej wielkości pień. Leżał tak bez ruchu, poruszając tylko od czasu do czasu ręką odganiając owady, które jakby nie zważały na warunki panujące wokół.
Leżał tak a w głowie jego panował chaos…
- Co się ze mną dzieje….gdzie jestem….kim jestem …
Widział w głowie obrazy lecz nie rozumiał ich znaczenia. Wędrował od wielu dni. Od chwili gdy ocknął się nie spotkał nikogo takiego jak on, wszędzie tylko dzikie zwierzęta i owady, miliony owadów.
Tym razem już nie miał sił, jego ciało dogorywało a umysł popadał w coraz większe szaleństwo.
- To koniec – pomyślał, lecz ta myśl nie była dla niego specjalnie przerażająca. Zdążył się pogodzić z myślą, że skona na tym pustkowiu.
Jakiś szmer zwrócił jego uwagę, lekko podniósł powieki. W oddali zamajaczyły mu jakiś kształt, poruszał się w jego kierunku jednostajnie. Zamknął oczy by ponownie po chwili je otworzyć, ale to coś nie zniknęło. Wręcz stało się jeszcze bardziej wyraźne. Teraz nie był to tylko kształt, lecz sylwetka człowieka.
- Niemożliwe – pomyślał i w tej samej chwili utracił świadomość.
Rok później
- Panie, nasi zwiadowcy donoszą o miejscu które wygląda dokładnie tak jak je opisałeś – wydusił z siebie Maar, padając ze zmęczenia na kolana.
- Nareszcie – nie kryjąc zadowolenia odparł władca – przygotować się do drogi, jutro wyruszamy.
W końcu skończy się ich wędrówka. Minął już prawie rok od kiedy uratowali go od pewnej śmierci. Wyzdrowiał nader szybko i już po tygodniu stał na nogach. Ludzie którzy go znaleźli traktowali go ze sporym dystansem, ale i szacunkiem.
Byli dość prymitywnym , koczowniczym plemieniem, po raz pierwszy spotkali kogoś takiego jak on, miał jasną skórę a gdy go znaleźli leżał całkiem nago, co nawet jak na ich prymitywizm było niespotykane.
W jego głowie jednak wciąż pojawiały się różne obrazy, których wciąż nie rozumiał. Nauczył się po pewnym czasie panować nad tymi obrazami i nawet niektóre te wizje udało mu się wykorzystać. Jak chociażby palenisko.
Niby nic nadzwyczajnego, ale jakże przerażające było dla wszystkich gdy widzieli jak nieznajomy, bo tak o nim mówili, bez żadnych obaw rozpala ogień po środku wioski i nic nie robi sobie z szamana, który biadolił, że wszyscy zginą.
Po pół roku został przywódcą plemienia i skierował plemię na południe. Tam miała być kraina którą widział w snach. Nie wiedzieć czemu czuł, że tam powinni się osiedlić na stałe i skończyć z bezustanną wędrówką.
I właśnie teraz ich wędrówka powoli zbliżała się ku końcowi. Co teraz? Co się wydarzy gdy już osiągną cel swej podróży? Cóż ta kraina kryje w sobie i jaki sekret skrywa nieznajomy?
_________________ For as long as one of us stands,
We are legion!!!
xfire: wnuczus Helped: 4 times Age: 21 Joined: 10 Nov 2005 Posts: 1359 Location: Poznań
Posted: 2008-02-16, 23:17
FEDERACJA FUNDACJI
Epilog
Rok 5000 P.E.L*
1.Dawno dawno temu za siedmioma górami za siedmioma lasami gdy nie było jeszcze ludzi pewna istota bliżej nieokreślona miała plan bo ona sama wiedziała że cywilizacja ich już się kończy że nadejdzie nowa cywilizacja ludzi.I w dzień przed końcem ich cywilizacji wielka rada postanowiła:
i tu ulega pęknięciu może gdzieś jest gdzie inna cześć
Rok 3500 p.n.e
1Roździał tymczasem koło rzeki Hardina powstała nowa cywilizacja Fundacjonalistów która narzazie nie wie ze wszystko co ona zrobi jest już przewidziane i doprowadzone by nie zboczyli z kursu
Tymczasem młody przywódca Seri Heldon dumnie patrzał na swoje dzieło piękne miasto pamiętał jak jeszcze kilka lat temu jego bracia musieli mieszkać w jaskiniach ale to on ich wyprowadził zbudował proste osady Seri był bardzo zadowolony z tego powodu pewnego dnia zdobędzie te tereny za górami za wielka woda zwaną oceanem copa
rok 2008 n.e
Dziennik Sebastiana Gołębniaka
Dziś odkryliśmy pod ziemia bardzo dziwne wykopaliska aż trudno uwierzyć że mogli zrobić to ludzie znaleźliśmy też bardzo starą wiadomość narazie nie wiadomo od kogo zainteresowanych odsyłam do zdjęcia
*Przed erą ludzi
xfire: Treviss Helped: 2 times Age: 20 Joined: 19 Aug 2006 Posts: 861 Location: Tczew
Posted: 2008-02-17, 00:20
Historia Brabancji
..po setkach lat męczących wojen w regionie zwanym Brabancja trzy księstwa rosciły sobie prawa do uzywania tej nazwy jako swojej własnej:Brabantowie Bragancowie i Bretoni. Po smierci bezpotomnej księcia Bragancy mozni tego kraju wybrali sobie za nowego ksiecia władce Bretoni -Travgara. ten zbierawszy wojska wyruszył przeciwko Brabantom ktorzy w zamian za uczynieni z Brabansu stolicy nowego Imperium i za slub z księżna oddali sowja wiedze technologiczna i terytorium....i tak powstala BraBreBra ...a jako ze cudzoziemcy nie umieli tego słowa wymieniac dla świata stala sie BRABANCJĄ mimo oburzenia Braganow i Bretonczykow....a o to nasza flaga
_________________ Taiki bansei! - wielkie talenty dojrzewają powoli!
Tczewskie mosty
Last edited by Treviss on 2008-02-17, 00:21; edited 1 time in total
xfire: morfik911 Helped: 2 times Age: 19 Joined: 25 Nov 2006 Posts: 559 Location: Koszalin
Posted: 2008-02-17, 13:16
The end of the begining-początek końca w świecie kłamstwa i zbrodni z mroku wyłania się nowe imperium.Władza mocarstwa w rękach jednego człowieka los ludzi Śródziemia w jednym duchu, coś powstało by zniszczyć innych.Król z popiołu Imperium z kamienia,Ludzie z wody a wiara z ognia . Nadeszła nowa era ,era panowania Morfika wielkiego władcy absolutnego Środziemia cała moc władcy zawarta w jednym człowieku który ma znaleźć innych władców. Jeden by wszystkich znaleźć jeden by wszystkich połączyć,i jeden by wszystkich zniszczyć. I tak tworzy nowa Historia historia nowego świata.
Na terenie nowego państwa powstały 4 niezależne miasta choć pod porządkowane jednej osobie.
Moria,MinasMorgul,Rohan,MinasTirit to te miasta staną się ośrodkiem mocarstwa miastami wolności i śmierci
To były prastare dni , te które ulepiły legendę o powstaniu naszej nacji...
Didi Didinowicz przywódca klanu jak co roku w dzień ziemniaka obchodzonego po jesiennych pracach, stanął przeciw swego ludu….by przemawiać:
- eeee….taaaaa….yyyyy...
Wydobył z siebie nie bez mała trudu…
…. nastąpiła podówczas jak zazwyczaj gdy bełkotał dłuższa chwila niezbywalnej konsternacji….jeszcze jedna…no i jeszcze…
- więc …..eeeeee….
Z mozołem nie poddając się, pocąc się, to na przemian... czerwieniejąc sie i blednąc próbował rozpaczliwie w bólu skonstruować jakieś słowa…
…tymczasem wśród gawiedzi pogłębiało się zażenowanie, ta niezręczna, przerywana bzyczeniem muchy, czy niekiedy smętnym płaczem dziecka…martwa …cisza…..
…zaś Didinowicz już po prostu dusił się, charczał i po woli, przerażony tłum dostrzegał ten zły zwiastun, nadchodzący omen.…tak, ich naczelny z natężenia zmierzał…. zwymiotować ...
…i nagle… na ten czas… wszystek lud został… Zjednoczony ! Całej wspólnoty, całej rzeszy wspólna ta nadzieja skupiła sie w ten jeden, jedyny punkt pragnienia, iż przywódca frakcji zamilknie, może umrze…. nim da upust tak niewybrednie obfitemu końcowi…i wówczas stało się …
… do rozdętych nozdrzy Didinowicza dotarł przejmujący impuls mmm niewieścinej woni…
...a gdy ów odwrócił się by sprawdzić kto zacz, na nie dogolonej jego od miesięcy kartoflanej twarzy neandertalczyka spoczął strzelisty cios wymierzony mu wprost z liścia otwartego…nie inaczej, przemknął świst kobiecej dłoni …
Dało się usłyszeć głośne „plask’’ i „ chrup” płoszące na te okoliczność z błoni przyległych zwierzynę , zaś wśród wieśniaków podnoszące wrzawę przeradosną , nie ustającą i wzmagającą się następnie w swym zachwycie.
…tymczasem jak legenda niesie…
…na tę jedną .. te jedną krótką chwile kiedy to Didi zostal ugodzony poczuł się on w swym trudnym życiu naprawdę, naprawdę szczęśliwy, szczęśliwy i wolny tak jak ptak, ,beztroski jak kurczacze piórko ….„ ja lataam „ zdołał ponoć wyszeptać … kiedy to jego bezwładne , wytrącone z równowagi pod wpływem strzału ciało na ułamek chwili zdołało…pokonać siłe grawitacji ….lecz potem, gdy zamroczony osunął się do kolan swego kata, a swej przyszłej Pani, nurkując w ziemniaczanej toni…czar niestety prysnął…pozostało jeno … się pokłonić …
Na scenę wkroczyła ……Katarzyna !!!
Relacja bezpośrednia: Rostow, rok 4000 BC
( Katarzyna przemawia. Jej smukłe ramie uniesione w gorę. Zaciśnięta pięść wymierzona wprost w górujące słońce. Wieśniacy szaleją… )
-hej Rostowie !!! dziś świętujmy !!!
-vodka! vodka ! dalej sie radujmy !!!
-niechaj zacznie się libacja…
-dziś się nasza nacja … rodzi !!!
- z łona ziemi z waszych serc w glorii na świat przychodzi!
- Rosja! Rosja! !
-wieniec z laurów niechaj jej się nosić godzi!
-niechaj przetrwa po wsze… czasy !
-niech nie zbraknie bohaterskiej krwi jej nigdy…. Waszej !!!
-…dla niej zginąć, zgnić, czy spleśnieć…
-….najwspanialsza jest to pieśń nad pieśnie…
- …najchwalebniejszy czyn… heroiczne znamię ...
-uwierzcie !!!
…jam …jest laska jakich mało…
-zobaczycie… ja uczynię Rosji cialo…och!
--na wzór i podobieństwo swoje …
- gładką i powabną niczym lico moje!
-te doliny te wzniesienia…
-w barwne szaty i światowe przyozdobię stroje..
-Niech mi przywdziać przyjdzie zbroje … złotą!
- być ostoją !…być opoką !
… przodowniczką pracy! Przywódczynią waszą ! a nie jak Didinowicz jakąś zakichaną, tfu!…. zająkaną ciotą!
( Motłoch w ekstazie mdleje… , podczas gdy starszyzna nadaje Kasi dumny tytuł Carycy, na cześć bogini płodności tej ….z wielkim cycem.
...tak sie tworzy legendę )
podp.Kronikarz Wolodia.
Last edited by didi on 2008-02-17, 13:55; edited 2 times in total
I tak się to stało. Z nieba spadł meteoryt niszcząc wszystko na ziemi. Jedynie ssaki wodne i ryby przeżyły ten wielki kataklizm. Nic nie było wstanie przeżyć na lądzie....... Po kilkuset milionach lat ssaki wodne zaczęły wychodzić na ląd i przystosowywać się do odbudowanego środowiska ziemskiego. Pierwszą formą jaka powstała był Lisek preriowy - niby nie pozorny lecz jakże mądry. Po latach ewoluowania przekształcił się w istotę rozumną - człowieka z mózgiem lisa. Tak to było on - Wielki Fox któremu wszystkie barbarzyńskie narody składały cześć i ofiary z ludzkiej krwi. Radował się on za każdym razem widokiem swych wyznawców i pewnego razu powiedział "Iż ja jestem waszym wodzem - musimy zjednoczyć nasze plemienia i zasiąść na dogodnych ziemiach". Wyznawcy oniemieli jak usłyszeli - zrozumieli, że kończą się czasy gwałtów, mordów i plądrowania obcych ziem - zrozumieli, że ich prorok widzi więcej widzi ich jako naród, jako ludzi którzy w grupie mogą więcej. Z pokorą w sercach przyjęli jego słowa i ruszyli w poszukiwaniu dogodnych ziem do skolonizowania. Zbudowali wielki pałac z posągiem swego Proroka. Od czasów jego rządów nastał pokój w jego państwie, a ludzie stali się życzliwi w stosunku do innych.
Miał ów że prorok zakodowane w głowie fakt, iż był kiedyś Liskiem preriowym, a te Liski nie stroiły od wielkich orgii. Prorok zażyczył sobie by co roku naród oddawał mu 10 najpiękniejszych córek królestwa - a te zostawały jego nałożnicami na najbliższy rok. Ów Prorok wiedział co dla niego jest dobre więc rzekł do wszystkich - idźcie zapładniajcie kobiety by nasz naród mógł zasiedlać nowe ziemie jako i ja zapładniam wasze córki by powiększyć nasz naród.
Proroka tego orzeknięto królem i władcą. Lecz prorok ten miał wizje, wizje która miała zmienić losy świata, wizję która .... wizję.
_________________ Pozdrawiam stary wyjadacz Civkowy
Fox.
Last edited by Fox on 2008-02-18, 10:32; edited 2 times in total
xfire: marchwik Helped: 7 times Age: 30 Joined: 10 Apr 2006 Posts: 6401 Location: Góra Kalwaria
Posted: 2008-02-18, 10:33
Sumeria
Epos o Gilgameshu jest najstarszym dziełem literackim w ludzkosci brzmi on tak:
Gilgamesz był młodym, pięknym i niebywale silnym synem bogini Ninsun i półboga Lugulbandy. Sprawował tyrańskie rządy w Uruk, jednym z sumeryjskich miast. Młodych ludzi zapędzał do budowy murów otaczających miasto, z niekłamaną przyjemnością egzekwował prawo pozwalające władcy spędzać pierwszą noc z żoną poddanego (zobacz: ius primae noctis), itp. Mieszkańcy miasta poskarżyli się bogu Anu, który nakazał bogini-matce Aruru stworzyć rywala dla Gilgamesza, aby pochłonięty walką z nim tyran zostawił w spokoju mieszkańców Uruk.
Aruru stworzyła z gliny i "rzuciła w step" Enkidu, włochatego giganta, który przypominał dzikie zwierzę. Enkidu zamieszkał na stepie wraz z żyjącymi na nim zwierzętami. O jego istnieniu dowiedział się myśliwy, któremu Enkidu niweczył pracę, uwalniając schwytane zwierzęta i niszcząc zastawiane sidła. Myśliwy udał się po pomoc do Gilgamesza. Ten wysłał na step prostytutkę Szamchat z zadaniem uwiedzenia i "ucywilizowania" Enkidu. Kurtyzana sprawiła się doskonale i sprowadziła zakochanego w niej Enkidu do Uruk. Tam włochaty olbrzym nauczył się kąpać, perfumować, stroić oraz ucztować. Pewnego dnia, gdy dowiedział się, że Gilgamesz znowu chce spędzić noc z nowo poślubioną panną, zastąpił władcy Uruk drogę. Doszło do długotrwałej, nierozstrzygniętej walki wręcz, po której obaj siłacze zaprzyjaźnili się.
Wkrótce potem szukający sławy Gilgamesz namówił Enkidu na wyprawę do lasu cedrowego, zamieszkanego przez olbrzyma Humbabę, "z którego ust buchał płomień, a oddech niesie śmierć". Pomodliwszy się do bogów, obaj mocarze żwawo ruszyli do lasu i w trzy dni pokonali drogę, która zwykłym ludziom zajmowała sześć tygodni. Zmyliwszy czujność olbrzyma, wdarli się do lasu, gdzie Gilgamesz zaczął obalać drzewa. Nagle pojawił się wściekły Humbaba i pewnie zabiłby obu śmiałków, gdyby nie przybył im z pomocą bóg Szamasz, który za pomocą siedmiu wiatrów unieszkodliwił potwora. Gilgamesz i Enkidu dobili pokonanego mieczem, ucięli jego głowę i zanieśli do Uruk.
Po tym śmiałym wyczynie w Gilgameszu zakochała się bogini Isztar, ale władca Uruk odrzucił jej miłość, wypominając jej nieszczęścia, jakie sprowadziła na swoich licznych poprzednich kochanków. Obrażona bogini wybłagała u boga Anu, aby wysłał do Uruk niebiańskiego byka, który miał zniszczyć miasto i Gilgamesza. Niebiański byk Alu rozniósł wojska Uruk, ale drogę zastąpił mu Enkidu. Chwycił byka za rogi, a Gilgamesz przebił go mieczem, wyjął jego serce i ofiarował je Szamaszowi. Uciął również członek byka i rzucił go w twarz Isztar. Rozwścieczeni bogowie postanowili zabić jednego z przyjaciół i zesłali na Enkidu ciężką chorobę.
Wstrząśnięty śmiercią przyjaciela Gilgamesz postanowił odnaleźć Utnapisztima - człowieka, który przeżył potop i stał się nieśmiertelny - aby poznać tajemnicę nieśmiertelności. Władca Uruk najpierw przybył do podnóża góry Maszu z bramą, przez którą słońce codziennie chowało się do podziemi. Strzegący bramy ludzie-skorpiony pozwolili słynnemu herosowi wejść do środka i zobaczyć cudowny ogród, w którym rosły drzewa z drogich kamieni. Potem Gilgamesz spotkał mieszkającą nad brzegiem morza szynkarkę imieniem Siduri, która wpierw poradziła mu, by zapomniał o trapiącym go smutku i cieszył się życiem, ale widząc nieustępliwość władcy Uruk zdradziła mu, gdzie może znaleźć Utnapisztima.
Przepłynąwszy morze przedzielone "wodami śmierci", Gilgamesz odnalazł Utnapisztima. On i jego żona byli jedynymi z ludzi, którzy uchronili się przed potopem, budując wielki statek. Za to zostali przez bogów obdarzeni życiem wiecznym. Utnapisztim wystawił Gilgamesza na próbę. Kazał mu nie spać przez sześć dni i siedem nocy, bo jeśli pokona sen, być może uda mu się pokonać także śmierć. Gilgamesz, strudzony podróżą, natychmiast usnął i spał przez tydzień. Utnapisztim dał mu jednak drugą szansę, opowiadając o dającej nieśmiertelność roślinie życia, rosnącej na dnie morza. Heros przywiązał do nóg ciężkie kamienie, zanurkował, zerwał roślinę i powrócił z nią na ląd. Postanowił zanieść ją do rodzinnego Uruk i tam dopiero, wraz z mieszkańcami, uszczknąć z niej część dla siebie. W drodze powrotnej Gilgamesz napotkał źródło z zimną wodą. Wszedł do niej, by się umyć i wtedy jego bezcenną zdobycz zabrał wąż, który niepostrzeżenie wypełzł z wody. Wąż pożarł roślinę wiecznej młodości i zaraz potem zrzucił skórę. Gilgamesz musiał się pogodzić z tym, że jest śmiertelny. ---źródło Wikipedia
ciąg dalszy jednak nastąpił :
Gilgamesh tak sie wkurzył tym ze jest śmiertelny ze poprosił wszystkich Bogów o to by dali mu możliwosc spróbowania jeszcze raz.Całe jego Panstwo zostało przeniesione na wielki pączek gdzie napotyka mityczne ludy żyjace tylko w basniach musi ich pokonac by móc zrealizowac swoje marzenie o nieśmiertelnosci
_________________ Naród wspaniały, tylko ludzie k***y - J.Piłsudski
-------------------------------------------
Tfurca Gotmuff
Last edited by ponti on 2008-02-18, 10:43; edited 2 times in total
Lekki wiatr smagał delikatnie liśćmi , a w oddali słychać jedynie szum fal rozbijających się nerwowo o brzeg.
Przechadzał się tędy prawie codziennie od momentu gdy dotarli do tej krainy kilkadziesiąt lat temu. Wiele się zmieniło w tym czasie.
Gdy zatrzymali się nad brzegiem wody , której granic wzrokiem objąć nie mogli postanowił , że to właśnie miejsce do którego podróżowali, kres ich wędrówki.
Nie wszystkim spodobał się pomysł porzucenia koczowniczego stylu życia, lecz nikt nie miał na tyle odwagi aby podważyć decyzję Nieznajomego[…]
[…]Dotarł do szczytu wzniesienia z którego rozciągał się piękny widok na wybrzeże którego częścią byli teraz i oni. Dobrze pamiętał swoje przemówienie jakby to było wczoraj. Przymknął powieki i przywołał wspomnienia tamtych dni…
-…i to wszystko dzięki Wam. Teraz gdy już tutaj dotarliśmy pora rozpocząć budowę naszych domostw. Od teraz koniec z niekończącą się wędrówką, a miejsca w których się osiedlimy zwać będziemy miastami. – na chwilkę wstrzymał przemowę rozglądając się bacznie po wszystkich
-Miejscu w którym stoimy w tej chwili nadaję nazwę Al Kazar …
- Panie, panie!!!- dobiegło go wołanie. To jeden z członków Roo’ha, tylko oni mogli rozmawiać z nim osobiście. Gdy wreszcie dobiegł na szczyt padł przed Nieznajomym na kolana i bez oczekiwania na wezwania wyrzucił z siebie
- Znaleźliśmy tą wioskę tak jak mówiłeś. Jej mieszkańcy zgodzili się do nas przyłączyć i podarowali nam to. – W tym momencie podał zawinięty zwój skóry na której rozrysowana była jakaś mapa.
Nieznajomy lekko się uśmiechał przyglądając się mapie nie zwracając uwagi na wciąż klęczącego podwładnego. Kilka minut tak minęło po czym władca odwrócił się i skierował w stronę Al Kazar. Po chwili rzucił jeszcze ;
-Zbierz kilkadziesiąt osób, ruszacie natychmiast.
Już dawno nie był tak szczęśliwy. To był ostatni kawałek którego szukał .Kiedy się tu znaleźli wpadł na ślad starodawnej siedziby wielkich władców, którzy panowali na tych ziemiach. Teraz wreszcie mógł trafić do starożytnego miasta Rankhaad, gdzieś na północy. Miał nadzieję odnaleźć chociaż część prawdy o sobie…
_________________ For as long as one of us stands,
We are legion!!!
xfire: Treviss Helped: 2 times Age: 20 Joined: 19 Aug 2006 Posts: 861 Location: Tczew
Posted: 2008-02-18, 20:42
granice miedzy Bretonia Bragania i Brabancja własciwą prawie zanikly od czasu do czasu tylko wybuchaly bunty gwałty grabierze zylo sie w miare normalnie. Travgar umarl nowym krolem zostal jago syn Cyrus ! nie dlugo zastanawial sie nad pierwsza reforma ...wojsko KOnfederacji Trzech NArodów (BrabreBry) bylo słabe. Travgar w celu ograniczenia wojen domowcyh wyposarzyl je tylko w palki czy kije ale młody ambitny król wiedzial o czychającym nie bezpieczenstwie z zewnatrz postanowil wiec wybrac sie na wyprawe w góry Bragancy gdzie jak legenda głosi zyja stwory nito ludzie ni duchy......
po 33 dniach kluczenia po jaskiniach Braganskich Gór natrafili na wykute w skale miasto.
Mieszkancy owego miasta nie byli ludzmi byli potomkami starozytnej cywilizacji -Persji która w poprzedniej erze z przed Konca swiata byla jedna z najsilniejszych ;ecz oni przez mieszkanie od kilku tysiecy lat uzyskali potezna ceche :NIEŚMIERTELNOŚĆ wszystko to CYrus przeczytal na murach bramy wprowadzajacej w swiat Perski.Cyrus wzamian za cih słuzbe w armi Brabanckiej pozwolil im na opuszczenie jaskin...
-w Brabancji potrzebna jest armia niezwiązana z żadną z krain!!
powiedzial Cyrus dodatkowo jakisniowcy w gescie podziekowania uczyniła Cyrusa niesmiertelnym!!!!
Najpotęzniejszym odzdialem w armi Brabancji byli odtąd wojownicy na koniach zwani NIEŚMIERTELNYMI !!!! przed ktorymi strachem pawali nawet wojownicy Bretonscy....Czarne oczy spragnione krwi w ktorych niegdy nie bylo widac zadnego uczucia bezwzgledni wierni krolowi pewni siebie IDEALNI
_________________ Taiki bansei! - wielkie talenty dojrzewają powoli!
Tczewskie mosty
Last edited by Treviss on 2008-02-28, 15:25; edited 2 times in total
xfire: bombel79 Helped: 11 times Age: 30 Joined: 12 Apr 2006 Posts: 7296 Location: Warszawa
Posted: 2008-02-18, 21:10
KRONIKA KRÓLESTWA EGIPTU
Rozdzial II: Gdzie ja jestem???
Wez sie chlopie opanuj! To jeszcze nie jest koniec swiata. Moglo byc gorzej. Na pewno z czasem ci odrosnie.
Ale jakos pocieszanie sie nie przynosilo lugi. Poza tym czas na jakies lekkie drugie sniadanie, tzn. jablko, 2 grzanki oraz jogurt...
Tfu co ja gadam! Trza sie ogarnac! Dobra, po pierwsze, gdzie ja jestem? Jak ostatnio wygladalem z namiotu, to widac bylo piasek, piasek i wiecej piasku. Sahara jakas czy co? Albo Pustynia Błędowska... No nic, czas z kims pogadac, jak na pustynie to sporo osob sie tu kreci.
Pierwsza proba nie wypadla najlepiej. Wyszdlem z namiotu i probowalem zagadnac przechodzaca dziewczyne. Ta, gdy tylko mnie ujrzala, upadla na kolana, zaslonila oczy i z naboznym krzykiem na ustach uciekla za wydme. Druga proba przebiegala podobnie, tylko ze dziewcze uciekalo jeszcze szybciej. No nic przy trzeciej probie postanowilem podejsc swoja ofiare od tylu. Akurat trafilo na mlodego, i dobrze zbudowanego mlodzienca. Ten upadl na kolana, zaslonil sobie oczy, ale nie uciekl. Bingo!
No coz, trza kuc zelazo poki gorace. Zapytalem wiec
"Czesc, chyba sie zgubilem, gdzie jestesmy?"
Na obliczu chlopaka widac bylo lek i zdumienie
"O Wielka Cha-Trze-Psud. Jestesmy przy trzeciej katarakcie, nieopodal ybeT." Chlopiec sklonil sie tak gleboko, ze piasek odcisnal sie na jego czole.
"ybeT powiadasz. Niezle... to pewnie w lubelskiem" Oj, w tym tygodniu to ja juz wiecej nie pije...
_________________ Dobry plan konsekwentnie wykonany dzisiaj, jest lepszy, niż idealny plan wykonany jutro.
Nieszkolona odwaga jest bezużyteczna wobec tresowanych kul.
xfire: wnuczus Helped: 4 times Age: 21 Joined: 10 Nov 2005 Posts: 1359 Location: Poznań
Posted: 2008-02-19, 00:07
FEDERACJA FUNDACJI
Rozdział 2 Prawda
Rok 5000 p.e.l
Młody Geth załamał się po usłyszeniu przemowy że jego cywilizacja umrze nienawidził ludzi chodź ludzie dopiero przestawali być zwierzętami ale jeśli oni mają rządzić to ja z moja wielką mocą nienawiści zrobię takie im kryzysy że nie dadzą rady nawet ta ich głupia Federacja Fundacji mówił do siebie młody geth.Tymczasem rada kończyła wskazówki dla przywódcy ludzi co się urodzi za 5000 lat obyś dal rade....
rok 3500 p.n.e
Heri seldon chodził dookoła swojego pałacu wiedział już dzięki zwiadowcy że ma koło siebie sąsiadów a że nie był najlepszym dyplomatą narzazie zachował milczenie.
Na wielkiego ozyrysa krzyknął nagle naukowiec Fundacji Wielki Burmistrzu ta krypta co była zawsze zamknięta pod miastem dziś sie otworzyła.Heri tylko się ubrał i pobiegł do krypty zobaczyć co tam jest wszedł pierwszy ale niestety za nim się zamknoł wielki właz całe pomieszczenie zaczęło świecić i Heri zobaczył słup światła po którym spadła tabliczka glinianiana Heri czytał "Jeśli to czytasz to znaczy że udało nam się wszystko tak przewidzieć że Fundacja powstanie jesteś pierwszym z rodu wielkich Burmistrzów tego świata słuchaj uważnie twoja państwo według naszych obliczeń na 54% będzie za kilka tysięcy lat władało światem !Heri się zdziwił na razie są szanse że podążacie dobra ścieżka wynoszą 95% Słuchaj Heri musisz się zaprzyjaźnić z sąsiadem to jest narazie twój klucz do zwycięstwa za twojego życia musisz tylko umocnić tu swoją pozycje i znaleźć sojusznika.Powodzenia..... Heri pomyślał tak zrobię właz się otworzył a potem natychmiast zamknoł do końca życia Heri probował jeszcze raz otworzyć właz ale nie mógł
2008 n.e
Młody Archeolog Sebastian Gołębniak zwiedzał podziemia starożytnych Aten wiązał na ścianie jak jacyś ludzie podpisują wielki sojusz z sąsiadami.Ciekawe pomyślał Sebastian który to mógł być władca a teraz wiem to Heri Seldon pierwszy władca Federacji Fundacji ....
Czyżby wróżby zmarłego niedawno Ruszgłowa były prawdziwe ? Wszyscy się z niego śmiali gdy opowiadał że nie możemy być sami na świecie. Że gdzieś za lasami, za górami żyją inni. Też mają grody, uprawiają pola.... nikt mu nie wierzył....
Jednak dowody napływające tego lata były trudne do podważenia. W okolicach Perłowego Portu fale wyrzuciły na ląd rozbitą rybacką łódź o nieznanej konstrukcji. Do Górnego Grodu z wodami rzeki Milusi napłynęły resztki dziwnych konstrukcji, jakby pomostu zbudowanego ludzkimi rękami. A polujący w lasach nieopodal Grodu Mirmiła ujrzeli hen daleko za lasem strużki dymu...
Nim ocucono Mirmiła, Kajko i Kokosz już dawno byli w drodze...
Kim są te istoty mieszkające za nieprzebytymi lasami. Czy rzeczywiście mieszka tam ktoś więcej niż tylko borostwory ?
You cannot post new topics in this forum You cannot reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot vote in polls in this forum Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum